Zmieniliśmy Regulamin oraz Politykę Prywatności.
Przeczytaj dostosowaną do zmian w prawie ochrony danych osobowych treść Regulaminu oraz Polityki Prywatności.
Monitorujemy anonimowo aktywność na stronie, korzystamy z cookies.
Jeśli nie zmienisz ustawień przeglądarki pliki cookie będą zapisywane na Twoim urządzeniu. Akceptuje
Kruszwica.tk
Zdjęcia 360°
Panorama miasta
Panorama
Kruszwicy
Wirtualny spacer po Kolegiacie
Google StreetView
Przejazdem przez Kruszwicę
Wirtualny spacer po Kruszwicy
Wodowskaz
4.02.2018r.

Aktualnie online
Gości online: 1

Użytkowników online: 0

Łącznie użytkowników: 279
Najnowszy użytkownik: imomijo
Polecamy te strony!:













Korzenie.org:


Historia topka.pl

Facebook
NK.pl
Najczęściej czytane





















_________________
Lista wszystkich artykułów
Kruszwickie witryny
OSP w Kruszwicy


Gmina Kruszwica


WOPR


Nadgoplański Park Tysiąclecia


Klub Wioślarski ''Gopło''


PTTK


Klub Żeglarski ''Popiel''


Centrum Kultury i Sportu ''Ziemowit''


Biblioteka w Kruszwicy


20 rocznica katastrofy samolotu Su 20 ŚP kpt. Grzegorza Falenty w Młynicach
Tego dnia 31 Maja 1995 roku za słowami hymnu lotników "czerwieńszy stał się kwadrat nasz lotniczy znak". Jest krótko przed godz 11 rano. Nad Kruszwicą co i rusz na niskiej wysokości przelatują samoloty Su 20 i Su 22 7 Pułku Lotnictwa Bombowo Rozpoznawczego z Powidza. Z racji tego, że Kruszwica znajduje się w jednej ze stref służących do ćwiczeń w pilotażu nawet na małej wysokości samoloty w tamtym czasie można obserwować gołym okiem. Dzisiaj F 16 z Krzesin możemy tylko słyszeć i jedynie sprawne oko i duża spostrzegawczość pozwala zobaczyć ich ewolucje na dużych wysokościach. Ale wróćmy do upalnego przedpołudnia ostatniego dnia maja 1995 roku. Tego dnia właśnie przed godz 11 obserwowałem nisko lecący Su 20, który majestatycznie zrobił nad Kruszwicą dwa okrążenia po czym odleciał w kierunku Strzelna. Właśnie z tamtego kierunku zawsze dochodziło najwięcej huku w czasie ćwiczeń pilotażu.



Su 20 nr taktyczny 6134, w którym zginął śp kpt Grzegorz Falenta



Do dzisiaj nie wiem czy to był to samolot Su 20 nr taktyczny 6134 śp kpt Grzegorza Falenty, którego lot zakończył się katastrofą w Młynicach koło Strzelna. Pilot śp Kpt Grzegorz Falenta wykonujący ćwiczenia figur w średnim pilotażu na małej wysokości nad polami między Kruszwicą, a Strzelnem zginął śmiercią lotnika. Natychmiast po katastrofie do akcji wyruszyli strażacy z ZZSP wtedy jeszcze Kujawskich zakładów Przemysłu Tłuszczowego. Oni dotarli na miejsce jako pierwsi, dogasili już szczątki samolotu i zabezpieczyli teren katastrofy. Wiązało się to z dużym ryzykiem bowiem na pokładzie samolotu znajdowało się 140 pocisków do działek kalibru 30 mm (w czasie lotu do tzw strefy amunicji nie ładowano do działek. Spoczywała ona sobie jak zawsze w zasobnikach w kadłubie) Dlatego jak najszybciej zjawiło się na miejscu wojsko, które bardzo dokładnie zabezpieczyło teren katastrofy. Ogólnopolskie media bardzo szybko podały do publicznej wiadomości informacje o katastrofie informując, że samolot Su 20 rozbił się pod Kruszwicą, a pilot zginął. Później w dalszych wiadomościach sprecyzowano dokładnie miejsce katastrofy Młynice koło Strzelna. Podawano nazwisko pilota. Z uwagi na to, że samolot rozbił się stosunkowo blisko miasta wyrażając wdzięczność za to, że pilot do końca nie opuścił maszyny społeczeństwo Strzelna na terenie miasta wspólnie z pilotami z 7 PLBR z Powidza ufundowało pamiątkową tablicę ku czci śp Kpt Grzegorza Falenty. Dochodzenie wykazało błąd pilota wskazując przyczynę złego odczytu wysokościomierza. Po kolejnej podobnej katastrofie tym razem samolotu Su 22 w lipcu 1995, w której zginęło dwóch pilotów zakazano ćwiczenia średniego pilotażu na małych wysokościach, a w 1997 wycofano Su 20 całkowicie ze służby w lotnictwie polskim.







Opis katastrofy z Portalu Eskadra.net:







Fot. http://www.eskadra.net




31 maja 1995r godz. 10.56
Pilot: kpt. pil. inż. Grzegorz Falenta s. Józefa, ur. 24.01.1964 r.; absolwent WOSL z 1987 r.; starszy pilot z 7 plbr w Powidzu; pilot 2. klasy. Rada Miejska Strzelna ufundowała obelisk upamiętniający pilota.

Nalot: 733 godz. na samolotach: TS-11 Iskra, Lim-6, Su-7, Su-20. Nalot na Su-20 - około 173 godz.

Zadanie: Lot treningowy do strefy w celu doskonalenia techniki wykonywania figur średniego pilotażu na małej wysokości.

Okoliczności katastrofy: Pilot samolotu Su-20 wykonywał lot treningowy do strefy w celu doskonalenia techniki wykonywania figur średniego pilotażu na małej wysokości w DZWA. W strefie wykonał kolejno: pełne zakręty w lewo i w prawo, zwrot bojowy w lewo, nurkowanie, zwrot bojowy w prawo, nurkowanie, imelmana. Z imelmana wyprowadził samolot półbeczką, później zwiększył obroty do maksymalnych i po rozpędzeniu samolotu wprowadził go w górkę. Na wysokości 700 m wykonał beczkę w lewo, wznosząc się z kątem pochylenia 35°. Na wysokości 1950 m wykonał półbeczkę z przejściem w przewrót.
W górnym punkcie figury osiągnął wysokość 2400 m, prędkość 750 km/godz. i kąt natarcia mniejszy niż 10°. Wysokość wykonania półbeczki i wprowadzenia samolotu w przewrót oraz wysokość w górnym położeniu figury były za małe. Prawidłowa wysokość wprowadzania wynosi 3500 m. Pilot, zatem nie był w stanie wyprowadzić samolotu ze zniżania. Po upływie 9 sekund od chwili osiągnięcia górnego położenia w figurze, na wysokości około 700 m, pilot wytworzył przeciążenie 4,2. W tym czasie prędkość lotu wynosiła 960 km/godz. Kiedy pilot spostrzegł, że samolot gwałtownie zbliża się do ziemi, zaczął energicznie wyprowadzać maszynę z nurkowania, jednak nie uniknął zderzenia z ziemią. Samolot rozbił się w rejonie miejscowości Młynice koło Strzelna. Błąd pilota polegał na wprowadzeniu samolotu
w przewrót ze zbyt dużą prędkością, na za małej wysokości. Niewspółmiernie wychylał drążek sterowy do siebie. Pomyłka mogła być skutkiem błędnego odczytania wskazania wysokościomierza (tego samego dnia pilot wykonywał lot kontrolny na samolocie Su-22 wyposażonym
w cyfrowo-tarczowy wskaźnik wysokościomierza, inny niż w samolocie Su-20).
Przyczyna: Przyczyną katastrofy był błąd pilota polegający na wprowadzeniu samolotu
w przewrót na za małej wysokości, ze zwiększoną prędkością lotu. Pierwszą fazę figury
wykonał za wolno i nie umiejąc poprawić błędu, spowodował zderzenie samolotu z ziemią.

Miejsce spoczynku: Cmentarz w Rykach.

Źródło: Portal Eskadra



-----------------------------------------------------------




Artykuł z portalu Pałuki TV na temat katastrofy zamieszczony 29 stycznia 2009 roku:

14 lat od katastrofy bombowca w Młynicach



To był błąd pilota

W Strzelnie panuje przekonanie, że pilot uratował miasto wyprowadzając uszkodzoną maszynę poza teren zabudowany miasta. Tymczasem bombowiec rozbił się obok Młynic, gdyż pilot popełnił błąd wykonując jedną z figur ćwiczebnego lotu na zbyt małej wysokości - czytamy w raporcie Wojskowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych.

HUK NA NIEBIE

Blisko 14 lat temu 31 maja 1995 r. o 10.56 w Młynicach pod Strzelnem doszło do katastrofy lotniczej. Zapewne mieszkańcy Strzelna i okolic doskonale pamiętają przerażający huk, a następnie wyjące syreny. W wyniku katastrofy lotniczej zginął starszy pilot z 7. Pułku Lotnictwa Bombowo-Rozpoznawczego w Powidzu kpt. inż. Grzegorz Falenta, mieszkaniec miejscowości Ryki.

OBELISK OD MIASTA



Fot. http://palukitv.pl



Krótko po tym wypadku Rada Miejska Strzelna wraz z ówczesnym burmistrzem Ewarystem Iwińskim pilotowi ufundowała obelisk, który znajduje się na skwerku obok Przedszkola nr 1. W kronice Urzędu Miejskiego Strzelna z tamtego okresu czytamy: W dniu 9 listopada odsłonięto obelisk ku czci kapitana Grzegorza Falenty z jednostki lotniczej w Powidzu, który 31 maja 1995 r. zginął w katastrofie lotniczej w pobliżu wsi Młynice. Już kilkanaście dni po tym smutnym wydarzeniu pojawiła się propozycja upamiętnienia śmierci pilota. Uzgodnienia w tej sprawie miały miejsce w lipcu pomiędzy przedstawicielami dowództwa Jednostki Wojskowej i władzami Strzelna. Swoją opinię w tej kwestii wyraziła rodzina. Listopadowa uroczystość rozpoczęła się mszą świętą w kościele Św. Trójcy. Odprawił ją ks. kapitan Kaczmarek, kapelan z Gniezna. Po mszy św. zgromadzeni udali się wspólnie z orkiestrami na miejsce odsłonięcia obelisku. Przez cały czas trwania uroczystości wartę pełniło wojsko i harcerze. Uroczystego odsłonięcia tablicy umieszczonej na obelisku dokonała żona tragicznie zmarłego p.Małgorzata Falenta oraz pułkownik Krzysztof Adamczak. Odbył się Apel Poległych za tych, którzy zginęli w czasie pełnienia służby dla ojczyzny. Oddano salwę honorową, następnie zostały złożone wieńce i kwiaty na płycie obelisku. Napis na tablicy brzmi: „W dniu 31.V.1995r. wykonując moc obronną ojczyzny zginął śmiercią lotnika kpt. inż. pil. Grzegorz Falenta".

BŁĄD PILOTA

Po 14 latach od katastrofy z naszą redakcją skontaktował się mieszkaniec Strzelna Paweł Jankowski, dziś nauczyciel wychowania fizycznego i informatyki w Specjalnym Ośrodku Szkolno-Wychowawczym w Strzelnie, który od lat interesuje się lotnictwem. Pamięta, że w dniu wypadku odbywał praktyki zawodowe w ZSZ Strzelno i widział lecący samolot, ponieważ w tym czasie przebywał na zewnątrz budynku. W rozmowie nadmienia, że informacje, które po 14 latach uzyskał na temat katastrofy, nie mają na celu skalania dobrego imienia poległego pilota. - Bohaterem jest każdy z nich narażając swe życie dla Ojczyzny, a tym bardziej chwała tym, którzy poświęcili swe życie - mówi Paweł Jankowski. Jednak po dokładnym zaznajomieniu się z okolicznościami katastrofy w Młynicach Paweł Jankowski mówi, że pilot, który uważany jest w Strzelnie i okolicach za bohatera, doprowadził do katastrofy przez własny błąd.

KOMISJA ZBADAŁA




Miejsce katastrofy wykonane prawdopodobnie ze śmigłowca Mi-2.
Żółta strzałka - kierunek drogi Starczewo-Młyny.
Zielona strzałka - budynek gospodarczy państwa Stanków.
Czerwona strzałka - kierunek na miasto Strzelno.
Niebieska strzałka - kierunek lotu. Opis miejsc wraz zaznaczeniem na mapie Paweł Jankowski wykonał samodzielnie. Oryginalna fotografia tego nie posiada. Fot. http://palukitv.pl




W Strzelnie do dziś prawdopodobnie nikt głębiej nie wnikał w przyczyny wypadku. Paweł Jankowski jest pewnie pierwszą osobą w tym mieście, która miała możliwość przeczytania po prawie 14 latach oficjalnego raportu Wojskowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych. Komisja rozpoczęła proces badania okoliczności wypadku już w tym samym dniu, w którym wydarzyła się katastrofa. Komisja pod przewodnictwem inspektora bezpieczeństwa lotów Ministerstwa Obrony Narodowej płk. Mariana Urbańskiego przybyła na miejsce zdarzenia po południu. Po zebraniu materiałów trwała ich analiza. Jak długo trwała, tego nie wiemy. Nasz rozmówca o jej wynikach dowiedział się niedawno.
W Strzelnie, jak mówi pan Paweł, panuje przekonanie, że pilot uratował miasto wyprowadzając uszkodzoną maszynę za teren zabudowany. - Przez te 14 lat też tak myślałem, aż do dnia, w którym natrafiłem na portal internetowy prowadzony przez pana Filipa Borowskiego. W pierwszej chwili po przeczytaniu informacji zawartych na stronie internetowej pomyślałem, że musi tu być błąd. Relacje świadków, opisy w gazetach, audycje nadawane w radiu mówiły coś innego. Postanowiłem na forum opisać to, co wiedziałem na temat katastrofy i jej przebiegu. Wtedy też odezwał się do mnie na pocztę autor portalu - opowiada Paweł Jankowski. Mieszkaniec Strzelna nawiązał dyskusję, w której Filip Borowski, dziś emerytowany pilot, który służył w tej samej jednostce co poległy Grzegorz Falenta, wyjaśnił wszystkie aspekty katastrofy. Od tego też czasu nasz rozmówca inaczej zapatruje się na wydarzenia z tamtego czasu. Dotąd, jak pewnie wielu mieszkańców Strzelna i okolic, znał wersję katastrofy, która mówiła, że w czasie lotu awarii uległ silnik samolotu. Wówczas z tyłu maszyny wydobywał się czarny dym i słychać było wzmagający się ryk silnika. Pilot postanowił wyprowadzić maszynę poza teren zabudowany w celu przymusowego lądowania na brzuchu, a raczej kładzenia. - Wtedy nie pomyślałem, że skoro miał awarię, to dlaczego nie zawrócił w kierunku lotniska? Przecież na pewno dostałby taki rozkaz - mówi Paweł Jankowski. Maszyna została skierowana w kierunku miejscowości Młyny. Pracujący na polu ludzie zeznawali wówczas, że usłyszeli potworny huk, a w chwilę później samolot rozbił się na ziemi. Nastąpiła ponowna eksplozja. Szczątki samolotu zostały porozrzucane w dużej odległości - Z tego co pamiętam, część jakiegoś tłoka uszkodziła budę dla psa, chyba jeśli się nie mylę, u państwa Stanków, część skrzydła ścięła drzewo w pobliskim rowie melioracyjnym - relacjonuje nasz rozmówca.


WOJSKO: PRZEWOZIŁ PÓŁ TONY AMUNICJI

Krótko po katastrofie dyrektor biura prasowego i informacji MON Grzegorz Schmidt poinformował, iż samolot należący do 7. Pułku Lotnictwa Bombowo-Rozpoznawczego wykonywał lot szkoleniowy z Powidza. Na łamach Gazety Pomorskiej z 1 czerwca 1995 roku, czyli z następnego dnia po katastrofie, czytamy, iż rzecznik bydgoskiej Komendy Wojewódzkiej Straży Pożarnej, która jako pierwsza ze wszystkich służb ratowniczych znalazła się na miejscu wypadku, st. kpt. Paweł Frątczak powiedział, że samolot eksplodował w powietrzu. - Jego szczątki rozrzucone były w promieniu dwóch kilometrów - dodał. Frątczak stwierdził także, że według informacji wojska samolot przewoził 500 kg amunicji, nie był natomiast uzbrojony w rakiety i bomby. Natomiast biuro prasowe MON potwierdziło, że w samolocie była amunicja nabojowa, która jednak nie stanowiła zagrożenia w razie wypadku.
Po latach Filip Borowski mówi reporterowi Pałuk: - Nieprawdą jest, że na samolocie było uzbrojenie. Podczas takich lotów ćwiczebnych nie lata się z uzbrojeniem, wojsko lata tylko na poligon z uzbrojeniem, jeśli jest w planie jakieś bombardowanie czy strzelanie na ostro.





14 LAT TEMU W GAZETACH

W Gazecie Pomorskiej, w artykule zatytułowanym Ostatni lot myśliwca autor opisał katastrofę widzianą oczyma okolicznych mieszkańców, cytując przy tym ich słowa. Andrzej Stanek, który pracował na polu około 100 metrów od katastrofy, widział wybuch samolotu. Widział go także wcześniej, jak leciał od strony Strzelna. Część podwozia ścięła rosnącą za domem topolę, druga część spadła za gnojowiskiem. Na polu leżały setki elementów samolotu wielkości klocków Lego. (...) Pierwsi na miejsce przybyli strażacy z Kruszwicy. Ponieważ nic nie płonęło, tylko się tliło, pogasili dymiące części. Zanim przyjechali wojskowi w stalowych mundurach, zdążyli zabezpieczyć teren. Wojskowi obstawili teren około 5 ha. Prawie 50 osób w kombinezonach służb lotniczych penetrowało pole w poszukiwaniu elementów samolotu. Czekali na przyjazd specjalnej komisji , która zbadać ma przyczyny katastrofy (...) - czytamy w artykule. Mieszkaniec okolic Strzelna Stanisław Dobrzyński reporterowi 14 lat temu w taki sposób relacjonował przebieg katastrofy: - Szedłem z sąsiadem ulicą i usłyszeliśmy dziwny odgłos odrzutowca. Dziwny, bo jakby silnik chodził na niskich obrotach. Potem na chwilę zrobiło się cicho i nagle potężny huk (...) Wtedy zobaczyliśmy grzyb dymu, jakby od bomby atomowej. Był dziwnie jasny. To spadł samolot. Natomiast Andrzej Stanek powiedział wówczas: - Dobry musiał być z niego pilot, skoro samolot nie rozwalił się nad Strzelnem, albo nad moim domem.

FIGURY NA MAŁEJ WYSOKOŚCI

Po 14 latach okazuje się, że do katastrofy wcale nie musiało dojść. W oficjalnym raporcie Wojskowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych czytamy bowiem, że przyczyną katastrofy był błąd pilota polegający na wprowadzeniu samolotu w przewrót na zbyt małej wysokości, ze zwiększoną prędkością lotu. Pierwszą fazę figury pilot wykonał za wolno i nie umiejąc poprawić błędu, spowodował zderzenie samolotu z ziemią. Również o okolicznościach katastrofy można przeczytać w oficjalnym raporcie. Zdaniem komisji okoliczności katastrofy wyglądały następująco: Pilot samolotu Su-20 wykonywał lot treningowy do strefy w celu doskonalenia techniki wykonywania figur średniego pilotażu na małej wysokości w DZWA . W strefie wykonał kolejno: pełne zakręty w lewo i w prawo, zwrot bojowy w lewo, nurkowanie, zwrot bojowy w prawo, nurkowanie, imelmana. Z imelmana wyprowadził samolot półbeczką, później zwiększył obroty do maksymalnych i po rozpędzeniu samolotu wprowadził go w górkę. Na wysokości 700 m wykonał beczkę w lewo, wznosząc się z kątem pochylenia 35°. Na wysokości 1950 m wykonał półbeczkę z przejściem w przewrót. W górnym punkcie figury osiągnął wysokość 2400 m, prędkość 750 km/godz. i kąt natarcia mniejszy niż 10°. Wysokość wykonania półbeczki i wprowadzenia samolotu w przewrót oraz wysokość w górnym położeniu figury były za małe. Prawidłowa wysokość wprowadzania wynosi 3500 m. Pilot zatem nie był w stanie wyprowadzić samolotu ze zniżania. Po upływie 9 sekund od chwili osiągnięcia górnego położenia w figurze, na wysokości około 700 m, pilot wytworzył przeciążenie 4,2. W tym czasie prędkość lotu wynosiła 960 km/godz. Kiedy pilot spostrzegł, że samolot gwałtownie zbliża się do ziemi, zaczął energicznie wyprowadzać maszynę z nurkowania, jednak nie uniknął zderzenia z ziemią. Samolot rozbił się w rejonie Młynic koło Strzelna. Błąd pilota polegał na wprowadzeniu samolotu w przewrót ze zbyt dużą prędkością, na za małej wysokości. Niewspółmiernie wychylał drążek sterowy do siebie. Pomyłka mogła być skutkiem błędnego odczytania wskazania wysokościomierza (tego samego dnia pilot wykonywał lot kontrolny na samolocie Su-22 wyposażonym w cyfrowo-tarczowy wskaźnik wysokościomierza, inny niż w samolocie Su-20).

SU 20 NIE WYBACZAŁ BŁĘDÓW

Poznając raport komisji wojskowej do badania przyczyn katastrof lotniczych Paweł Jankowski powiedział, iż jego zdaniem i zdaniem emerytowanego pilota Filipa Borowskiego, Grzegorz Falenta mógł się katapultować, lecz próbował ratować maszynę. W 1997 r. samoloty typu Su 20 stacjonujące w Powidzu zostały wycofane z użytku.
Tekst, który znajduje się na stronach portalu Eskadra odnośnie katastrofy oraz raport komisji został zaczerpnięty z książki Pamięci lotników polskich 1945-2003, autorstwa Józefa Zielińskiego. Teksty, które w książce się znajdują, zostały z kolei zaczerpnięte z materiałów Wojskowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych. - Informacje, które znajdują się w książce i na portalu są potwierdzone, ponieważ sam osobiście rozmawiałem z pilotami. Jeśli chodzi o raport komisji to myślę, że komisja na pewno zaczęła badać katastrofę już w dniu samej katastrofy i nie wiem, ale do finalnego raportu mogło to trwać dwa, trzy miesiące - mówi emerytowany pilot.
Filip Borowski dodaje: - Su 20 nie uchodził za łatwy w pilotażu i nie wybaczał niektórych błędów. Tutaj w tej katastrofie błędem była za mała wysokość wprowadzenia w figurę (w przewrót) i za duża prędkość - no i stało się, co się stało - szybka utrata wysokości, jeszcze większy przyrost prędkości. Pilotowi po prostu zabrakło wysokości, aby wyprowadzić z figury. Patrząc na zdjęcie z katastrofy, niewiele brakowało, a nie stałoby się to nieszczęście. Samolot płasko uderzył w ziemię, widać charakterystyczny na zdjęciu odcisk samolotu. Jeśli chodzi o sam lot, to był to lot na średni pilotaż na małej wysokości, tak to ćwiczenie się nazywało według programu szkolenia na samolocie Su 20. Średni pilotaż to po prostu stopień trudności, w średnim pilotażu występują już figury pionowe, czyli przewrót, imelman, pętla i inne, które wchodzą w skład prostego pilotażu. No i niestety stało się to podczas wykonywania jednej z figur (przewrót), które właśnie wykonywał pilot w strefie pilotażu, akurat zlokalizowanej nad tym rejonem - usłyszeliśmy od Filipa Borowskiego.
Natomiast, jeśli chodzi o opinię, czy pilot ratował miejscowość, czy nie, Filip Borowski powiedział: - Trudno mi powiedzieć, nie wiem, a w zasadzie nikt nie wie, co działo się w głowie pilota, o czym myślał, czy tylko skupiał się nad tym, aby wyprowadzić samolot z niebezpiecznej sytuacji, czy widział miejscowość podczas pionowego opadania i wiedział, że nie starczy wysokości i nie katapultował się, tylko do końca walczył ..... nie wiem. Chyba sam Grzegorz Falenta o tym najlepiej wie....... To co zostało napisane w raporcie komisji to suche fakty, ale prawdziwe fakty. Jakiś czas po katastrofie zdarzyła się identyczna katastrofa. Wówczas zginęło dwóch lotników. Przyczyny były takie same. Po tej katastrofie wycofano z programu szkolenia na samolotach Su 20 i 22 średni pilotaż na małej wysokości. Obecnie wykonuje się go tylko na średniej wysokości. Uznano, że dla tego typu samolotu jest to niebezpieczne. Mam nadzieje, że chociaż troszeczkę wyjaśniłem aspekty tej katastrofy. Jestem po to, aby przybliżać tematykę o samolotach wojskowych, o lotnictwie i lataniu w wojsku - zakończył rozmowę Filip Borowski.
Zadaniem pilota lecącego nad Strzelnem 31 maja 1995 r. był lot treningowy z Powidza do strefy w celu doskonalenia techniki wykonywania figur średniego pilotażu na malej wysokości. Niestety, lot ten dla pilota Grzegorza Falenty zakończył się tragiczną śmiercią.

Magdalena Lachowicz(Pałuki i Ziemia Mogileńska nr 884 (3/2009)




Moja osobista refleksja:
Jako, że interesuje się lotnictwem wojskowym od najmłodszych lat i w czasie służby wojskowej dane mi było obsługiwać samoloty Su 7 jako mechanik eksploatacji w 3 Pomorskim Pułku Lotnictwa Myśliwsko Bombowego w Bydgoszczy sprawa katastrofy Su 20 w Młynicach jest mi szczególnie bliska. W 1987 roku grupa młodych pilotów krótko po szkole w Dęblinie odbywała szkolenie na samolocie Su 7. Jednym z tych młodych pilotów był wtedy p.por pil Grzegorz Falenta, który wspólnie z kolegami na stojance 3 eskadry ćwiczył "na sucho" użycie uzbrojenia na samolocie nr 14, który miałem przyjemność przygotowywać do tego celu. Zawsze uśmiechnięci skorzy do żartów. Na bydgoskim lotnisku zaczynała się Ich kariera pilotów wojskowych. Dla śp kpt pil Grzegorza Falenty był to początek drogi do "gwiazd" Cześć Jego Pamięci.




Fot. http://forum.krzesiny.org.pl




Fot. http://niebieskćskadra.pl




Zainteresowanych sprawami lotnictwa wojskowego odsyłam do bardzo ciekawego źródła o użytkowaniu Su 20 w lotnictwie polskim : http://forum.krzesiny.org.pl



Komentarze
Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Tłumacz strony
Kruszwica i jej mieszkańcy na starej fotografii
Słynni Kruszwiczanie i osoby związane z Kruszwicą
Czasy, Ludzie, Wydarzenia widziane obiektywem kamery


Kruszwica i okolice na falach eteru.


Kościoły
Parafia p.w. św. Teresy od Dzieciątka Jezus


Parafia p.w. św. Piotra i Pawła



Szkoły i Przedszkola
Przedszkole Samorządowe nr 1 „Nad Gopłem”



Przedszkole Samorządowe Nr 3 im. Ewy Lewańskiej



Szkoła Podstawowa nr 1 im. Jana Kasprowicza



Szkoła Podstawowa nr 2 im. Tysiąclecia Państwa Polskiego



Gimnazjum nr 1 im. Mikołaja Kopernika



Gimnazjum nr 2 im. Polskiego Czerwonego Krzyża



Liceum Ogólnokształcące im. Juliusza Słowackiego



ZSP im. Kazimierza Wielkiego



ZSP w Kobylnikach



Młodzieżowy Ośrodek Wychowawczy