Zmieniliśmy Regulamin oraz Politykę Prywatności.
Przeczytaj dostosowaną do zmian w prawie ochrony danych osobowych treść Regulaminu oraz Polityki Prywatności.
Monitorujemy anonimowo aktywność na stronie, korzystamy z cookies.
Jeśli nie zmienisz ustawień przeglądarki pliki cookie będą zapisywane na Twoim urządzeniu. Akceptuje
Kruszwica.tk
Zdjęcia 360°
Panorama miasta
Panorama
Kruszwicy
Wirtualny spacer po Kolegiacie
Google StreetView
Przejazdem przez Kruszwicę
Wirtualny spacer po Kruszwicy
Wodowskaz
4.02.2018r.

Aktualnie online
Gości online: 1

Użytkowników online: 0

Łącznie użytkowników: 279
Najnowszy użytkownik: imomijo
Polecamy te strony!:













Korzenie.org:


Historia topka.pl

Facebook
NK.pl
Najczęściej czytane





















_________________
Lista wszystkich artykułów
Kruszwickie witryny
OSP w Kruszwicy


Gmina Kruszwica


WOPR


Nadgoplański Park Tysiąclecia


Klub Wioślarski ''Gopło''


PTTK


Klub Żeglarski ''Popiel''


Centrum Kultury i Sportu ''Ziemowit''


Biblioteka w Kruszwicy


Nadesłane: O chleb nasz powszedni - historia Jana Stachowiaka piekarza z Kruszwicy (1904-1950r.)

Jan Stachowiak


Mój ojciec Jan Stachowiak był z zawodu piekarzem, urodził się w Kruszwicy Wsi, miał siedmioro rodzeństwa. Jego ojciec Walenty (1869-1951) był furmanem w ówczesnym Urzędzie Miasta Kruszwica. Ojciec jego matki Katarzyny (1874-1959), Józef Kostrzewa/Kostrzak (1829 1917) jako młody chłopak wraz z dwoma kuzynami brał udział w powstaniu styczniowym. Po upadku powstania rodzice Józefa w obawie przed represjami sprzedali swój majątek/gospodarstwo w Kobylnicy (w zaborze rosyjskim). Zmienili nazwisko z Kostrzewa na Kostrzak i przenieśli się do pobliskiej wsi Marianowo w zaborze pruskim (od 1925 r. przemianowane na Łabędzin przez właściciela hrabiego T. Grabskiego). Tam kupili ponad 10 hektarowe gospodarstwo w ramach ówczesnej reformy rolnej w zaborze pruskim.
Mój Ojciec uzyskał w 1925r. stopień czeladnika w Kruszwicy, u mistrza piekarskiego St. Żuchwaskiego. Ten przyjął go na ucznia 01.04.1923 r. bez opłaty, na którą rodziców mojego ojca nie było stać. Jako czeladnik (od 1925 r.) otworzył swoją pierwszą piekarnię we wsi Witowice. Zamieszkał w domu kołodzieja Władysława Żurawskiego (1880-1970) i Weroniki (1890-1975) z domu Kostrzak – bratanicy swojej matki Katarzyny. W nocy sam piekł pieczywo w wydzierżawionej we wsi piekarni (jako czeladnik nie mógł zatrudniać uczniów), a od rana, również sam, konnym zaprzęgiem rozwoził i sprzedawał je po okolicznych wsiach. Wtedy poznał swoją przyszłą żonę Leokadię, najstarszą córkę Żurawskich (1911-1994). Rodzice pobrali się, ze względu na pokrewieństwo za zgodą biskupa, w 1936 r.


Leokadia i Jan Stachowiakowie



Weronika i Władysław Rodzice Leokadii



Katarzyna i Walenty rodzice Jana




Za pożyczone pieniądze, między innymi od Żyda Idźkowskiego, ojciec wynajął (od 1 października 1935 roku od Spółdzielni Spożywców „Piast”) i prowadził piekarnię przy ul. Poznańskiej nr. 2. Idzikowskiemu pasowało, żeby obok jego sklepu mięsnego był sklep z pieczywem, bo wracający do wsi chłopi lubili kupować „miastową” kiełbasę i chleb. Kiedy przed wojną tzw. ‘aktywiści” rozwieszali plakaty wyszydzające Żydów rodzice nie zgodzili się na wywieszanie ich w oknie wystawowym piekarni. Wtedy przed sklepem ojca ustawiały się pikiety zniechęcające klientów od zakupu pieczywa.
Starzy Kruszwiczanie wspominali, słyszałem to osobiście, że lubili u Stachowiaka kupować, bo: „miał dobre pieczywo”, „był wesoły” oraz, „był dobry dla ludzi”. I chyba rzeczywiście tak było, bo do czasu rozpoczęcia wojny rodzice spłacili długi i uskładali około połowę pieniędzy na zakup domu, w którym prowadzili piekarnie, pomimo, że w tak zwanym „zeszycie”, było wiele niezapłaconych długów. Ojciec zrobił mistrza piekarskiego w 1939 r. Dyplom otrzymał w Izbie Rzemieślniczej w Toruniu 26 kwietnia 1939 r.



Książka robocza ucznia piekarskiego Jana Stachowiaka



Umowa najmu piekarni przy ul. Poznańskiej 2 w Kruszwicy



Dyplom mistrzowski Jana Stachowiaka





Podczas mobilizacji w 1939 roku ojciec w stopniu plutonowego został przydzielony do obrony Lwowa. Jednostka mojego ojca nie brała udziału w żadnej bitwie i po 17 września została rozwiązana rozkazem dowódcy armii. Ojciec wracał z kolegami w mundurze (z oderwanymi dystynkcjami), pieszo, podobno z lornetką na szyi. Nie uszło to uwadze rosyjskiego patrolu, który wyłapywał polskich oficerów. Kazali ojcu pokazać ręce, – jako piekarz miał ręce spracowane, a więc nie był oficerem. Zabrali lornetkę, ale ojca na szczęście puścili wolno. Doszedł do Krakowa gdzie uwięzili go Niemcy i wywieźli do pracy w Wirtembergii na gospodarstwie Wrangla – generała z I wojny światowej. Po zajęciu Kruszwicy przez Niemców piekarnia ojca została przez okupanta zamknięta.
Dzięki pismom mojej matki, że rzekomo w Kruszwicy brakuje piekarza, poświadczanym przez miejscowych Niemców pracujących wtedy w Urzędzie Miejskim, którzy ojca szanowali, ojciec wrócił z Niemiec do domu. Niestety, jako piekarz pracy nie dostał. Jako bezrobotny został przydzielony do tzw. „zakładników”, spośród których Niemcy zabijali po kilku/kilkudziesięciu w odwecie za zabójstwo każdego Niemca w Kruszwicy lub w okolicy. Kiedy więc Arbaitzant w Kruszwicy ogłosił nabór do pracy na kolei, ojciec się zgłosił z nadzieją, że będzie pracował blisko domu. Niestety został wywieziony na Bauzug, pod Smoleńsk, do poszerzania torów.



Szkoła podoficerska, Ojciec stoi 1 po lewej w 1 rzędzie.



Polacy u Wrangla. Ojciec na środku z tyłu.



Bauzug pod Smoleńskiem, Ojciec z prawej.






Po zakończeniu wojny Ojciec wydzierżawił piekarnie – piec po piekarzu Borówce na ul. Rybackiej oraz sklep w rynku, w domu obok apteki. Najpierw samodzielnie, a od 1948 r. wraz ze swoim szwagrem Antonim Żurawskim (1916-1993), w tych strasznych dla „prywaciarzy” czasach, walczył o przetrwanie. Prywatni wtedy nie mieli ubezpieczenia, prawa do renty, emerytury i byli nękani kontrolami i karami za, często wymyślone, przestępstwa.
Kiedy w 1950 r. ojciec zaczął odczuwać bóle żołądka zamknął piekarnie i zatrudnił się w państwowym tzw. „kombinacie piekarniczym” w Kruszwicy. Umarł po trzech miesiącach pracy na państwowym (okresie zbyt krótkim, żeby mieć prawo do renty) na raka żołądka. Miał świadomość, że zostawia żonę i syna (maiłem wtedy 5 lat) praktycznie bez środków do życia, chociaż z grubym tzw. „zeszytem” nieściągalnych długów za wydane po wojnie pieczywo z własnej piekarni. Kruszwiczanie i mieszkańcy okolicznych wniosek żegnali ojca tłumnie uczestnicząc w jego pogrzebie.


Jan Stachowiak w swojej piekarni










Pogrzeb piekarza Jana Stachowiaka 10.10.1950 r. w Kruszwicy




Opracował syn Czesław Stachowiak Gdańsk


Komentarze
Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Tłumacz strony
Kruszwica i jej mieszkańcy na starej fotografii
Słynni Kruszwiczanie i osoby związane z Kruszwicą
Czasy, Ludzie, Wydarzenia widziane obiektywem kamery


Kruszwica i okolice na falach eteru.


Kościoły
Parafia p.w. św. Teresy od Dzieciątka Jezus


Parafia p.w. św. Piotra i Pawła



Szkoły i Przedszkola
Przedszkole Samorządowe nr 1 „Nad Gopłem”



Przedszkole Samorządowe Nr 3 im. Ewy Lewańskiej



Szkoła Podstawowa nr 1 im. Jana Kasprowicza



Szkoła Podstawowa nr 2 im. Tysiąclecia Państwa Polskiego



Gimnazjum nr 1 im. Mikołaja Kopernika



Gimnazjum nr 2 im. Polskiego Czerwonego Krzyża



Liceum Ogólnokształcące im. Juliusza Słowackiego



ZSP im. Kazimierza Wielkiego



ZSP w Kobylnikach



Młodzieżowy Ośrodek Wychowawczy